Czarodziejka zawitała do domu, w którym mieszka duch

     Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie chwila, gdy opowiem Wam historię Piera i Liny. Będzie to historia o Mistrzu i jego Muzie, którzy nigdy się nie spotkali…
     Okazja do napisania tego posta pojawiła się, za sprawą regału Billy, który już od długiego czasu, w domu, w którym mieszka duch, pełni rolę biblioteki- rola to bardzo ważna, ale jedynym przymiotnikiem, jaki przez ten czas do niego pasował było- praktyczny. Za sprawą przeszklonych drzwiczek stał się piękną witrynką, a Lina, która ze swoimi zadziornymi minami pojawiła się na gałkach nadała mu też nieco tajemniczy charakter…
     Zanim zobaczycie jak Lina zdobi moją biblioteczkę, opowiem Wam romantyczną historię (postaram się w skondensowanej formie, gdyż Mąż zarzuca mi, że moje opowieści są zbyt długie – dobrze, że nie twierdzi iż są nudne! ;))

 

*

 

     Które z tej dwójki jest sławniejsze? Nawet jeżeli nigdy nie słyszeliście o Piero Fornasettim (1913-1988) z pewnością gdzieś, kiedyś widzieliście Linę. Obok jej twarzy i przenikliwych oczu nie da się przejść obojętnie- w tę pułapkę złapał się też Piero, gdy przeglądając gazetę sprzed kilkudziesięciu lat natrafił na zdjęcie pięknej, włoskiej śpiewaczki operowej Nataliny „Liny” Cavalieri (1874-1944).

 

 

 

 

 

 

     Lina stała się idee fixe tego włoskiego artysty- malarza, rzeźbiarza, grafika, dekoratora wnętrz, wydawcy książek i designera. Nic dziwnego, skoro jej klasyczna uroda sprawiła, że na początku XX wieku została okrzyknięta najpiękniejszą kobietą świata. Piero był szalenie płodnym artystą- jego dzieła liczone są w tysiącach, a ogromna ich liczba ozdobiona jest wizerunkiem Liny, która dzięki niemu stała się najsławniejszym motywem dekoracyjnym świata.
     „Co zainspirowało mnie do stworzenia ponad 500 wariacji twarzy jednej kobiety?”- pytał sam siebie artysta i przyznawał szczerze- „Nie wiem, zacząłem je tworzyć i nigdy nie przestałem”.

 

     Piero był wielkim indywidualistą, przez jednych uważany za geniusza przez innych- za szaleńca.  Po dwóch latach studiów został wyrzucony z mediolańskiej Akademii Sztuk Pięknych za „niesubordynację”- zapewne z ogromnym zyskiem dla swojej artystycznej drogi. Jego dzieła są pełne magii, hipnotyzują, wciągają widza oferując mu podróż do krainy czarów. Był człowiekiem skromnym, nie zależało mu na sławie. Mawiał, że „artysta, któremu zależy na sławie przestaje być artystą”- życie zadecydowało jednak inaczej. Dziś dzieło Piera jest z powodzeniem kontynuowane przez jego syna Barnabę, który do tworzenia ręcznie wykonywanych mebli i przedmiotów wciąż używa technik stosowanych przez swojego ojca.
Przyznam się Wam, że i ja jestem nieodporna na urok Liny!
     Od dawna wzdycham do przedmiotów z jej wizerunkiem. W domu, w którym mieszka duch pojawiły się na razie skromne porcelanowe gałeczki:

 

 

 

 

Ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby Lina witała mnie już od progu…

 

 

Zachęcała do odpoczynku na kanapie w swoim towarzystwie:

 

 

Towarzyszyła przy gotowaniu:

 

 

 

Zapraszała do stołu w porze kolacji…

 

 

 

 

Strzegła dobrych snów w sypialni…

 

 

Inspirowała do pracy 🙂

 

 

Dbała o relaksującą atmosferę podczas kąpieli…

 

 

Pomagała rano w doborze garderoby 😉

 

 

A pranie w jej towarzystwie byłoby czystą przyjemnością ;P

 

 zdjęcia pinterest

 

     A na koniec jeszcze garść sznurków, linek i nitek, które poprowadzą Was do Krainy Wyobraźni Piera Fornasettiego, wypełnionej niezwykłymi stworzeniami o kształtach mebli i anielskich twarzach, do tajemniczych starożytnych miast pełnych zachodzących słońc i wschodzących księżyców…

 

Oficjalna strona to prawdziwy surrealistyczny spektakl:

 

    Zwiedzając rodzinny dom w mediolańskiej dzielnicy Citta Studi, zastanawiamy się czy zaraz nie przebiegnie nam czasem przed nosem Biały Królik?!

 

W 2013 roku z okazji setnych urodzin artysty w Triennale Museum w Mediolanie otwarta była wystawa poświęcona jego twórczości:

 

Pozdrawiam słonecznie!

 

Przeczytaj również

16 komentarzy

  1. Jak zawsze Kochana coś nowego u Ciebie się dowiaduję 🙂 Historia Liny to dla mnie nowość!
    A witryna wygląda świetnie, przeszklenia nawiązują do krzeseł a i myślę, że zastosowanie drzwiczek jest bardziej praktyczne:)
    Miłego dnia, Marta 🙂

  2. Muszę też dokupić drzwi, bo raz że elegancko, dwa książki nie będa się tak kurzyć. Nie słuchaj męża! Czyta się z przyjemnością! Podobnie jak przedmówczyni – właśnie odkryłam historię Liny 😉

  3. W salonie też postawiłam na regały Billy – mam cztery, jeden przy drugim, ale zdecydowałam się na drzwiczki pełne na dole i przeszklone u góry 🙂

    Lina spoglądająca na mnie w każdym jednym pomieszczeniu chyba by mnie trochę przerażała 😉

  4. Wiesz, że nie tylko mi ją przedstawiłaś, ale zaraziłaś mnie tym szaleństwem ;)!!! Możesz czuć się winna 😛 😉
    Ps. Twoje historie są w mojej ( subiektywnej) ocenie tak wciągające, odpowiednio skrojone ( nie za długie, nie za krótkie) i tak ciekawe, że choć jeszcze nie mam takiego panelu już możesz się czuć umieszczona na liście moich ukochanych blogów <3
    Kropka Pastelowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

three × 5 =