DIY # obraz w stylu ekspresjonizmu abstrakcyjnego

 
 
Talent…

 

 

 

Ach, każdy z nas marzy o jakimś talencie… A ja uważam, że to wcale nie taki deficytowy towar! Wszystko może być sztuką, co oznacza również, że wszystko może być materią… Możemy pięknie robić zdjęcia, albo pięknie komponować bibeloty na komodzie, pysznie gotować, być mistrzem metamorfoz lub robienia „czegoś z niczego”- wspaniałe to uczucie, gdy patrzymy potem na efekty pracy swoich rąk. Zmagania z materią bywają różne- raz wygrywamy my, a raz materia!  Ale najczęściej, by poczuć  pełną satysfakcję ze swojego „dzieła” potrzebujemy aprobaty innych 🙂 Targają nami wątpliwości typu- „CHYBA wyszło całkiem ok! Ale co na to INNI??”
Dzisiaj zaprezentuję Wam obraz, który zawiśnie w salonowej galerii- MOJE dzieło!  ;P
Dawno temu kupiłam farby olejne i próbowałam malować obrazy- pierwszy pejzaż wyszedł mi (o dziwo!) całkiem dobrze, a potem było coraz gorzej- nie znosiłam zapachu i konsystencji tych farb, jak również nie potrafiłam nauczyć się operować tym „medium”, szybko więc zarzuciłam swoje malarskie próby… na wiele lat. Jakiś czas temu postanowiłam kupić farby akrylowe i podobrazie. Musiały jednak odleżeć swoje w szafie- podchodziłam do tematu jak pies do jeża.
Wreszcie nadszedł moment, gdy wzięłam się za komponowanie nowej galerii! Jest w niej już surrealistyczny kolaż z Liną (o czym tutaj), fotografia przedstawiająca moją Babcię Alinę we wczesnej młodości, rysunek, wydruk A4 plakatu Henryka Tomaszewskiego i… potrzebowałam czegoś jak wybuch wulkanu, aby zamieszać w tym towarzystwie- obraz w stylu ekspresjonizmu abstrakcyjnego był jak znalazł!

*
Na początek kilka słów o WIELKIEJ sztuce 🙂

Do czasu II wojny światowej malarstwo amerykańskie nie stanowiło jednolitego nurtu. Ton sztuce nadali dopiero przybyli do Ameryki w pierwszych latach wojny malarze, rzeźbiarze, poeci i muzycy, którzy opuścili Europę, aby uniknąć niemieckiej okupacji.
Ekspresjonizm abstrakcyjny (nazywany szkołą nowojorską), to kierunek artystyczny kształtujący się w malarstwie amerykańskim w latach 40-60 XX w. i uznawany za pierwszy amerykański ruch, który wywarł duży wpływ na rozwój sztuki, stawiając w owym czasie Nowy Jork w centrum artystycznego świata.
Wywodzi się z surrealizmu, gdyż tak jak w surrealizmie kładł nacisk na spontaniczny, automatyczny czy wręcz podświadomy akt twórczy.
Ruch łączył w sobie głębię emocjonalną i pragnienie samowyrażenia się niemieckich ekspresjonistów z antyfiguratywną estetyką europejskich szkół abstrakcyjnych (futuryzm, bauhaus, kubizm). Postrzegany był jako buntowniczy i anarchistyczny.
W ramach szkoły nowojorskiej powstały dwa główne nurty:  action painting (malarstwo gestu) i color field painting (malarstwo barwnych płaszczyzn).

**

Pierwszy z nich, odwołując się do podświadomości artysty, z odruchowego działania uczynił jedyny, autentyczny sposób tworzenia, wyrażający prawdziwą, ludzką naturę. Najsławniejszym przedstawicielem jest Jackson Pollock tworzący dynamiczne prace. Artysta stosował bardzo radykalną technikę malarską. Na początku lat czterdziestych zaczął eksperymentować z płynnymi farbami. Układał płótna na podłodze i z góry oblewał je farbami służącymi do malowania ścian. Jako narzędzi malarskich używał swoich palców, twardych pędzli lub ich trzonków i patyków. Poprzez nakładanie farby ze wszystkich stron osiągnął w swoich dziełach efekt trójwymiarowości .

No. 5, 1948
(najsławniejszy- przez 5 lat będący najdroższym obrazem świata- obraz Jacksona Pollocka, sprzedany w 2006 r. za 140mln $)
Artysta przy pracy.
***

Drugi nurt zwany color field painting– za najistotniejszy element sztuki uznawał kolor, będący nośnikiem emocji. Tutaj za przykład możemy podać medytacyjne płótna Marka Rothko. Ten artysta z kolei, duże znaczenie przywiązywał do swoich pędzli- czyścił i konserwował je w specjalny sposób. Lubił pędzle o miękkim włosiu, traktując je jak przedłużenie dłoni. Do malowania wielkich formatów niejednokrotnie używał pędzli służących do malowania ścian, ale malował delikatnie, tak, aby uzyskać gładką powierzchnię płótna. Świetliste i jasne kolory sprawiały, że obrazy z lat 40-tych niosły niezwykły spokój. W następnych latach dążył do uproszczenia kompozycji. Mniej więcej od 1945 roku porzucił ostatecznie figuratywność na rzecz abstrakcji. Mawiał: „Nie interesuje mnie związek pomiędzy formą a kolorem. Jedyna rzecz o którą dbam jest wyrażanie podstawowych ludzkich emocji: rozpaczy, ekstazy, ostateczności.”

 No. 8 (1952r)

.

Mark Rothko kontemplujący własne dzieło.

 Co łączyło te dwa tak odmienne nurty? Było to zamiłowanie do dużych płócien, nacisk na płaskość i  „całościowe” podejście– traktujące wszystkie fragmenty płótna, zarówno część centralną jak i krawędzie, z równą uwagą.

Po krótkim wstępie teoretycznym, gdy już przyswoiliśmy filozofię i techniczne wskazówki dotyczące ekspresjonizmu abstrakcyjnego- czas zabrać się do dzieła! 🙂

Początkowo nakładałam farbę pędzlem- ale nie podobał mi się ślad jaki pozostawiał on na płótnie. Zakupiłam więc szpachelkę malarską- i to był strzał w przysłowiową 10! Mogłam z pasją nakładać farbę, zbierać i znów nakładać, skrobać i nawarstwiać! Ponieważ farba akrylowa bardzo szybko schnie i w zależności od potrzeb, może być nakładana grubą warstwą (impast) lub  warstwą półprzezroczystą (laserunek)- praca postępowała szybko, a każda kolejna warstwa „wzbogacała” obraz. Malując farbami akrylowymi można bardzo łatwo dokonywać poprawek nakładając kolejną kryjącą warstwę na poprzednią, zaraz po jej wyschnięciu- co uważam za ogromną zaletę tej techniki. Na koniec dodałam szczegóły  za pomocą pędzelka z cienką końcówką. Generalnie jestem zachwycona łatwością pracy z akrylami!

Jest jeszcze jedna ogromna zaleta obrazów w duchu ekspresjonizmu abstrakcyjnego- nie muszą mieć tytułu (wystarczą numerki ;)), bo nie przedstawiają niczego „realnego”, a każdy odbiorca sztuki może odczytywać je na swój sposób. Nie obrażajcie się więc, słysząc pytanie: „A co na tym obrazie jest namalowane?”- bo za każdym razem możecie wymyślić inną odpowiedź ;P

Ponieważ jednak jest to blog wnętrzarski- na koniec zapraszam Was jeszcze do zwiedzenia  niewielkiego nowojorskiego loftu, zamieszkiwanego swego czasu przez Jacksona Pollocka:

Na koniec jak zwykle garść linków, które pozwolą zainteresowanym zgłębić temat szkoły nowojorskiej:

Tutaj strona poświęcona życiu i twórczości Jacksona Pollocka.
A tutaj aplikacja dzięki której sami możecie zostać Jacksonem Pollockiem  😉
Portal poświęcony Markowi Rothko- tu.
Artykuł o życiu i twórczości Marka Rothko tutaj.
Wywiad z kuratorem wystawy Marka Rothko w Muzeum Narodowym tutaj.
A tutaj link, gdzie możecie zapoznać się z innymi sławnymi ekspresjonistami abstrakcyjnymi i ich dziełami.

 

Ciekawa jestem co myślicie na temat mojego obrazu i czy zachęciłam Was do własnych eksperymentów ze sztuką? :)))
Ściskam!

Przeczytaj również

16 komentarzy

  1. Zaczęłam przewijać post w poszukiwaniu Twojej pracy i ją przegapiłam! Byłam pewna, że Twoja praca, to przykład artysty prezentującego nurt, który opisałaś:) Twoje dzieło jest genialne! Bardzo mi się podoba! I jestem ciekawa, jak wygląda cała galeria:)

  2. Dziękuję, Olu! Nie liczyłam na aż taki komplement na temat mojego "bohomazu", idea była taka, żeby wnosił do mojego salonu odrobinę lata w ciemne, zimne i szare jesienno-zimowe dni 🙂 W galerii brakuje jeszcze jednego "wielkoformatowego" plakatu- waham się co wybrać i wtedy pokażę całą galerię 🙂

  3. Twój obraz podoba mi się bardziej od No. 5, 1948 ;)!!!! i wcale nie żartuje.
    Mój umysł wykazuje tutaj duże ograniczenie, jestem pewna, że nie potrafi dostrzec "tego czegoś" co sprawiło, że stał się najdroższym obrazem świata. Nie widzę tej iskry bożej, ale może mnie jeszcze kiedyś oświeci 😉 Bardzo na to liczę.
    Swoją drogą ja też kiedyś to zrobię, choć w przeciwieństwie do Ciebie tego talentu mi bark to wezmę kiedyś pędzel i namaluje jakiś wiersz albo fraszkę 😉 Od dawana mam na to ochotę i myślę, że będzie to ciekawe doświadczenie twórcze.
    Tymczasem idę szlifować swój pisarki warsztat 😉
    Uściski
    Pastelowa Kropka
    W ten sposób

  4. Bardzo podoba mi się Twój obraz. Przyglądam mu się już od dłuższej chwili.
    Jedyne, co mnie denerwuje, to to, że jest taki mały – wyobrażam go sobie np. 1,5×2.
    Malowałaś wcześniej?
    Ja się skusiłam na tryptyk do "gabinetu", chociaż to bardziej kolaż, bo wykorzystałam m.in. starą książkę.
    W tej chwili nie mam ochoty pokazywać całości, ale kawałek można zobaczyć tu: http://qlkowaodnowa.blogspot.com/2015/07/lets-say-its-art.html
    Duża frajda tak sobie namalować obraz, no nie? 😉

  5. 40×50 cm do wypełnienia, było wystarczająco przerażające jak na pierwszy raz- akrylami nigdy do tej pory nie malowałam. Próbowałam różnorodnej amatorskiej "twórczości"- trochę do obejrzenia w zakładkach Old graphic i Brand New Poster na blogu 😉
    Z malowaniem- frajda 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

nineteen − 7 =