Lato wszędzie!

 

 

Witajcie urlopowicze (obecni i przyszli)!

Lato przyszło do nas, jak co roku- w dniu moich imienin! Szczęściara ze mnie ogromna, gdyż urodziłam się na początku maja, w jego najładniejszej części, gdy zieleń ma jeszcze ten piękny, młody, opalizujący odcień, gdy kwitną bzy i nasycają powietrze swym odurzającym zapachem, a zaraz w następnym miesiącu  dostaję w prezencie imieninowym lato! Sezon wakacyjno-urlopowy rozpoczęliśmy w tym roku bardzo wcześnie. Ból serca, że to moje ostatnie 30te urodziny osłodził fakt, że spędziliśmy majówkowy tydzień we Włoszech, nad pięknym i malowniczym jeziorem Garda. Był to nasz pierwszy zagraniczny wyjazd z chłopakami- i tak jak się spodziewaliśmy, nie było łatwo. Mam na myśli oczywiście podróż samochodem do Włoch- zwiedziliśmy po drodze wszystkie przydrożne toalety i odpowiedzieliśmy na miliard pytań: „kiedy będziemy na miejscu?”. A ostatniego dnia pobytu Ignaś obudził się obsypany krostami (od kwietnia w przedszkolu szalała epidemia ospy),  i w drodze powrotnej rozsialiśmy zarazę po Europie ;P). Kochamy Włochy i wrócimy tam za rok- wszyscy oprócz Juliana, który kategorycznie odmówił udziału w tak długiej podróży 😉

W naszym mieszkaniu sporo też się ostatnio zmieniło, jedna ze ścian została pomalowana na czarno, obdarowałam nową biżuterią komódkę retro, zwaną pieszczotliwie Panną Migotką. Z planowanej kosztownej i czasochłonnej renowacji, skończyło się na małym, własnoręcznym liftingu, z którego jesteśmy obydwie zadowolone!. W ogóle to od nowego roku idę w zielone. W salonie mam nowy-stary dywan, zasłony we wzór liści, a za moment w kuchni pojawią się nowe zielone stołki barowe. Mogłabym napisać kilka postów o tych poszczególnych zmianach, ale wolę zaprezentować całość pomieszczenia jako skończony koncept. Tymczasem zapraszam na mój profil na instagramie, gdyż tam posty pojawiają się zdecydowanie częściej niż na blogu!

Dziś więc kilka słów i zdjęć z balkonu. Jak co roku, nie mogłam się doczekać, kiedy drzwi będzie można otwierać na oścież i stanie się on dodatkowym pokojem w naszym mieszkaniu. Mieszkałam z rodzicami w bloku, ale weekendy, wakacje, ferie i święta niemal zawsze spędzaliśmy w domu u Dziadków, który stoi na skraju miasteczka. Tuż za domem były pola, łąki i lasy. W bloku czuję się jak w klatce. Na ulicach, chodnikach i placach zabaw- nigdzie nie jestem u siebie. Ogromnie marzę o małym domku (115m kw to chyba niewygórowane marzenia) i swoim kawałku ogrodu…

Zaletą naszego balkonu jest jego kształt- zgrabny kwadracik o wielkości 2,5×2,5 metra. W zeszłym roku na kupiliśmy sofkę i okrągłe siedzisko z wikliny, a także dywan z juty (nie do końca jestem z niego zadowolona, gdyż jest ciężki i ciągle pyli- chętnie zamieniłaby go na dywan Osted z sizalu z Ikea– kupiłam taki dla Mamy i jest rewelacyjny). Moda na połączenie zieleni i pastelowego różu bardzo trafiła w mój gust, gdyż uwielbiam obydwa te kolory. Pojawiły się więc na balkonie. W przyszłym roku planuję pomalować sofkę na kolor antracytowy lub na ciemną butelkową zieleń. Co myślicie o tym pomyśle?

Drabinę z drewnianych listewek wykonał na moją prośbę Mąż. Co więcej, jako, że od jakiegoś czasu znalazł sobie nowe hobby (zapraszam tędy), zrobił również przepiękny skórzany wieszak na doniczki (pracujemy wspólnie nad nową kolekcją skórzanych akcesoriów do wystroju wnętrz- mam nadzieję, że wyrobię się do 40tki 😉 ) Moje cudne, kamienne „jaja dinozaura” są ze mną już od dawna- znalezione w okolicy domu Dziadków, w czasach gdy byłam nastolatką. Drewniane skrzynki kupiłam w atrakcyjnej cenie przez internet, duża kosztowała 80 a mała 50zł, pomalowaliśmy je i drabinę impregnatem do drewna Vidaron w kolorze grafitowym. Najpierw zagruntowaliśmy bezbarwnym podkładem, a potem nałożyliśmy trzy warstwy koloru. Zarówno podkład jak i impregnat barwiący marki Vidaron kupiłam po 11zł za puszkę w sklepie internetowym, wystarczyła pojemność 0,5l. Taka sama, duża skrzynka, już w kolorze ciemnoszarym była do kupienia za 180zł- zaoszczędziłam więc sporo pieniędzy. Plastry drewna zostały przywiezione z ostatniej wizyty u Wujka, który jest leśniczym. Rośliny na naszym balkonie nie mają łatwo- jest tu bardzo gorąco, a przy tym wietrznie. Do dużej skrzynki zasadziłam dwa gatunki  trawy: Miskant Red Chief (ten wyższy), i wyjątkowo urodziwą długowłosą, zimozieloną Turzycę Carex Everlime. Mam nadzieję, że przetrwają zimę w ocieplonym od wewnątrz styropianem pojemniku. Dosadziłam do niej roślinki jednoroczne- Bakopę, Komarzycę i coś, co potocznie nazywane jest „Kaszką”. W okrągłej donicy zamieszkała Wierzba szwajcarska szczepiona na pniu- była tania (25zł), a jej liście kolorem i kształtem przypominają liście drzewka oliwkowego- niestety zgubiła ich już ponad połowę, nie wiem więc, czy zostanie z nami na długo. Na drabince zawisł aromatyczny Tymianek 🙂 Miniaturowa pelargonia stojąca na parapecie, nie narzeka na upał, w dodatku podobno odstrasza komary! Drugą rośliną na parapecie jest Kobea- jej bardzo długie pnącza, będą pięknie wyglądać na drabince, gdy doczeka się skórzanego wieszaka! W mniejszej skrzynce i stojącej obok niej donicy mamy nasze, jak to mówi Ignaś- „ogródko”: truskawka,  poziomka, mięta i pomidory 🙂 Podstawa do stolika kawowego to dzieło moich Przyjaciół, z pracowni „domek przy lesie”, a taca kupiona została w Ikea . Jeśli chcecie zobaczyć przepiękne ogrody, nowoczesne, a jednocześnie ogromnie urokliwe- zajrzyjcie do Moniki i Wojtka prowadzących pracownię architektury krajobrazu Spring. Monika, moja koleżanka z liceum, tworzy z mężem zgrany duet w życiu i w pracy, i to właśnie ona doradzała mi jak urządzić balkon. Jeśli kiedyś wybuduję tę swoją wymarzoną, nowoczesną „stodołę” wiem, kto zaprojektuje mój ogród 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udanych wakacji i do następnego!

Marta

 

 

 

Przeczytaj również

8 komentarzy

  1. Chyba gdzieś już widziałam dzieła Twojego męża ale oczywiście nie domyślałam się spod czyjej ręki wyszły Uwielbiam skórę i jej zapach – kiedyś nawet miałam świetną przygodę związaną z tym materiałem, ponieważ pracowałam przez jakiś czas jako kolorysta skór i (nie chwaląc się) stworzyłam kilka wykończeń dla Lasockiego
    Wiem dobrze o czym mówisz – ja w bloku też czułam się jak w więzieniu i nie zamieniłabym mojej wsi na najlepszy apartament.
    Mam nadzieję, że zobaczymy niedługo tę czarną ścianę i komórkę, bo obie sprawy bardzo mnie zaintrygowały

  2. Janależę do tego samego grona majowych szczęściar, uwielbiam Garde i nawet balkony mamy podobnie urządzone, łącznie z płytkami, ha ha. Dziś właśnie byłam w Ikea w poszukiwaniu dywanu na balkon i oglądałam alurat ten, który Ty masz, ale skoro mówisz, że nie bardzo to chyba zrezygnuję, nie widziałam tego sizalowego, znaczy muszę jechać jutro:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 − 1 =