“Nie ma sensu kupować kredensu”… na balkon!

Cały problem polega na tym, że jak się mieszka w miejscu, w którym nie chce się mieszkać, inwestowanie w nie wydaje się stratą pieniędzy… Ciągle poszukuję jakiejś równowagi pomiędzy “tu i teraz”, a marzeniami i planami na przyszłość…

Jak wiecie nasze mieszkanie pomimo swoich w miarę przyzwoitych rozmiarów- 57m kw, nie spełnia naszych potrzeb- nasza sypialnia małżeńska to przerobiona garderoba 6m kw bez okna. Przy zakupie spóźniliśmy się i ktoś sprzątnął nam ostatnie mieszkanie o tym samym metrażu, ale o innym rozkładzie, w którym w miejscu naszej kuchni z oknem jest trzeci pokój, a garderoba bez okna stanowi aneks kuchenny. No trudno… O ile te 8 lat ścierania się małżeńskich charakterów doprowadziło do względnego porozumienia- tak na początku urządzania mieszkania K. nie godził się nawet na przeniesienie gniazdka elektrycznego- o burzeniu ścian nie było nawet mowy, nie wspominając już o przenoszeniu instalacji… Byłam wtedy w ciąży z pierwszym synem Ignasiem i mój hurraoptymizm przepowiadał, że pomieszkamy tu zaledwie parę lat, więc za bardzo  nie nalegałam…

I co? Urządzanie tego mieszkania stało się moją prawdziwą udręką- podłogi, łazienka i kuchnia zostały urządzone szybko, z zaoszczędzonych pieniędzy. Reszta to prawdziwy koszmar- awantury rozwodowe wybuchały u nas z niezwykłą regularnością- każdego miesiąca po wypłacie kłóciliśmy się o zakup następnego grata do wypełnienia tych czterech ścian… Mąż uważał, że można spać na materacu rozłożonym na podłodze, podczas gdy ja domagałam się łóżka… i tak niemal do chwili obecnej 😉

Jak rozstrzygnąć taki dylemat? Żyć i cieszyć się chwilą obecną czy ciągle odkładać na lepsze jutro? A gdy “szlag mnie trafi” jeszcze dzisiaj? Co mi po wspaniałym jutrze?! W każdym bądź razie, po 8 latach haraczu wpłacanego do banku, po zapełnieniu klamotami wszystkich pomieszczeń- na koncie oszczędnościowym wciąż brakuje zer na realizację marzenia o małym białym domku- na moich rodzinnych Mazurach, z dala od tej nadętej Warszawy (którą tak naprawdę lubię… tylko jakoś nam się tu nie powiodło… finansowo…)

Przechodząc jednakoż do tzw. meritum- w tym roku zaoszczędziłam na balkonie od 500 do 1500zł… Gdzieś daleko, na samym końcu listy moich must have  zapisana była drewniana podłoga na balkon. Przecież pisanie bloga wnętrzarskiego zobowiązuje- co sezon należy zaimponować i zachwycić czytelników tak, aby zazdrościli i zbierali swoje szczęki chociażby z drewnianej podłogi na balkonie! 🙂 Żartuję- to dopiero na drugim miejscu, na pierwszym jest moje zadowolenie ;P

PS. Zaczynając pisać bloga, miałam nadzieję projektować wnętrza INNYM i tym wypełniać jego posty… Wyszło inaczej, tzw. “autoprezentacja” jest dla mnie trudna- powoduje, że mam ciągłą potrzebę zmian, aby tylko móc pokazać coś na blogu, “zainspirować” (nie cierpię tego słowa!), spodobać się, zasłużyć na oklaski… Kilka dni temu skończyłam 40 lat, czas już na pewne przemyślenia, wnioski i zmianę- dla mnie już mało kto jest “inspirujący”… Już nie chcę gonić za niczym… I już nie ważne co ludzie powiedzą ;P Wiecie, co mnie z każdym rokiem bardziej męczy? NADMIAR… nadmiar wszystkiego… nadszedł chyba czas na minimalizm!

 

Bądźcie moimi gośćmi na tym “nie najpopularniejszym balkonie w sieci”!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A tak wyglądał balkon w zeszłym roku.

 

 

 

 

Przeczytaj również

4 komentarze

  1. Hmmm… bardzo ciekawe przemyślenia <3 Odniosę się do życia chwilą… wiadomo, ze nie można popadać w skrajności, żyć tylko tym co teraz, kompletnie nie myśląc o przyszłości. Ale nie można tylko pędzić, odkładać, gromadzić i myśleć tylko o tym co będzie kiedyś. Bo tak naprawdę, to żyjąc w ten sposób, nie żyjemy wcale, nie cieszymy się tym co mamy, tracimy piękne chwile, wcale ich nie zauważając. I później co… ludzie smutni, sfrustrowani, niezadowoleni z życia. A na starość ( jeśli jej dożyjemy) też nie umiemy się cieszyć, bo w tym pędzie zatraciliśmy radość życia i umiejętność cieszenia się najmniejszymi nawet pierdółkami …
    Balkon baaaardzo mi się podoba, jest klimatycznie, przyjemnie i ślicznie 😀 Uwielbiam trawy, czy masz je z zeszłego roku, przezimowały Ci w skrzyni ?
    Pozdrawiam ciepło, Agness <3

    1. Właśnie tę równowagę próbuję odnaleźć… tak naprawdę doskwiera mi w życiu tylko jedno- brak ogrodu, aby móc wyjść za próg i boso chodzić po trawie… dom o którym marzę nie ma nawet 100m kw… mieszkania w bloku to klatki dla ludzi… nie potrafię się tu odnaleźć… i brakuje mi jeszcze rodziny- mieszkamy z dala od wszystkich, dzielą nas setki kilometrów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

five − 3 =